Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 25 grudnia 2012

The beginning.

     2 miesiące.
Właśnie tyle czasu minęło od feralnego dnia, w którym zginęli moi rodzice. To był koszmar. Pamiętam tylko spadanie w dół, i krzyki, przerażone krzyki palących się ludzi. A ja...? Nie mogłam nic zrobić.
     Później była tylko ciemność.
W szpitalu spędziłam miesiąc, starając się dojść do siebie i wyleczyć się fizycznie. Przez kolejne dni uczęszczałam do psychologa. Za każdym razem udawałam, że już jest lepiej, a kiedy tylko wychodziłam z tego koszmarnego gabinetu, natychmiast powracałam do poprzedniego stanu. Niektórzy pewnie pomyślą: cóż, to przykre, że straciła rodziców, ale powinna się pozbierać, iść dalej, oni by tego chcieli. Wyobraźcie sobie jednak samych siebie w takiej sytuacji. Mieliście lecieć na dawno wyczekiwane wakacje, do Barcelony. W jednej chwili śmiejecie się ze swoim tatą z jakiejś grubej pani siedzącej w przodzie samolotu i pochłaniającej orzeszki garściami, a już w drugiej spadacie w dół, nie wiedząc, co się dzieje. Kilka godzin później dowiadujecie się, że wasi rodzice, podobnie jak i większość pasażerów, nie żyją.
     Pogrzeb na dzień dzisiejszy wydaje mi się snem. Stałam tam, a słońce złośliwie raziło mnie w popuchnięte oczy. Nie miałam nawet już czym płakać, wszelkie łzy jak gdyby zniknęły.Ci wszyscy ludzie, którzy składali mi kondolencje wydawali mi się nierealni, jakby z innego wymiaru.
A później była już tylko samotność.
     Tego pamiętnego dnia wybrałam się na spacer, podczas którego jak zwykle byłam apatyczna. Ludzie przyglądali mi się z dziwnymi wyrazami twarzy, a ja ich totalnie olewałam. W swoim rodzinnym mieście, Mullingarze, czułam się obco. Znajome uliczki, miejsca, w których kiedyś tak chętnie przebywałam, nagle straciły na wartości, stały się zupełnie nie takie, jakimi były zawsze.
     Nie wiem, ile czasu tak szłam, włócząc się bez celu po okolicy. Nagle po prostu usiadłam na krawężniku, i zaczęłam płakać. Płakałam, bo bałam się, że już na zawsze pozostanę taka.. nienormalna. Och, jak bardzo chciałam powrócić do dawnego życia!
 - Nie płacz - usłyszałam po chwili czyjś dźwięczny głos.
Podniosłam zapłakane oczy, i spojrzałam wprost w lazurowe tęczówki siedzącego obok chłopaka, który był mniej więcej w moim wieku, może ciut starszy. Zatroskana twarz blondyna znajdowała się tak blisko mojej, że czułam jego ciepły oddech. Jego ciepły głos działał na moje nerwy kojąco. Mimo iż był kompletnie obcy, stał się pierwszą osobą, dzięki której potrafiłam się uspokoić.
- Kim jesteś? - spytałam odruchowo, ocierając twarz zmarzniętymi dłońmi.
- Zobaczyłem przez okno, że płaczesz, i przyszedłem cię pocieszyć. Jestem Niall - powiedział chłopak, i objął mnie delikatnie. Poczułam jego zapach, i schowałam się głębiej w jego ramionach.
Charlie, co ty robisz?!
- Tak właściwie, to co się stało? - dodał po chwili Niall.
- Cóż, za długo by opowiadać... - mruknęłam, nie mając najmniejszej ochoty na mówienie o mojej tragedii.
- Spokojnie, kochana. Jeśli nie masz ochoty, nie mów. Możemy tu po prostu posiedzieć, a później odprowadzę cię do domu - zaoferował Irlandczyk, uśmiechając się szeroko.
W tym momencie poczułam, że ja i Niall staniemy się sobie bliscy.

- Cóż, nie żeby mi się źle z tobą siedziało, jednak twoi rodzice pewnie będą się o ciebie martwić.. - powiedział w końcu Niall.
Do moich oczu momentalnie napłynęły łzy.
- Ej, powiedziałem coś nie tak? Przepraszam, nie płacz, proszę. Co się stało?
      Czy dobrze zrobiłam, że wtedy opowiedziałam mu swoją historię? Nie wiem. Poczułam jakąś wielką potrzebę, żeby właśnie jemu się zwierzyć, że on mnie zrozumie. Nie myliłam się. Pod koniec opowieści mój głos załamał się kompletnie, sam Niall miał łzy w oczach.
- Będzie dobrze, nie zostawię cię już - wyszeptał, po czym pomógł mi wstać. Ruszyliśmy w kierunku mojego domu. Pustego domu.

     Jak to było, że mogłam mieszkać sama? Sąd uznał, że ma się mną zająć moja ciotka, która nie miała na to najmniejszej ochoty. Sama nie przepadałam za tym babskiem, które tylko czyhało na spadek po rodzicach, który i tak wielki nie był. Wyszło więc na to, że nadal mieszkałam w domu rodziców, tylko że sama. Jeśli jednak trzeba było się gdzieś stawić, szła ze mną ciotka. Mnie ten układ całkowicie pasował.
     Był jeszcze Olly, jej syn, a mój ukochany kuzyn, którego niestety nie było praktycznie w domu, bo koncertował po świecie. Olly Murs, kojarzycie gościa? Jako jedyny przejął się moim stanem, i na tyle ile mógł, pomagał mi, dzwonił, przysyłał upominki. Kochane z jego strony.
     Od pięciu dni widuję się z Horanem. Bo Niall ma na nazwisko Horan. Nigdy z nikim się lepiej nie dogadywałam. No, może prócz Cat, która nie zostawiła mnie mimo tego, iż notorycznie mówiłam jej, jak bardzo jej nienawidzę. Chyba do końca życia sobie tego nie wybaczę.
     O moim nowym przyjacielu dowiedziałam się bardzo dużo. Lubił te same rzeczy, które uwielbiałam, kiedy jeszcze żyli rodzice, mianowicie: tak jak ja lubił spać, kochał jeść oraz muzyka była jego życiem.
- Jeszcze dwa miesiące temu muzyka, jedzenie i spanie to były moimi hobby.. - powiedziałam, i uśmiechnęłam się lekko.
Nialler poparzył na mnie, i klasnął w dłonie.
- A więc sprawimy, byś pokochała je an nowo! - krzyknął, i nim się obejrzałam, znaleźliśmy się w przytulnej restauracji.
- Droga Charlie, to jest "Nando's", najlepsza jadłodajnia świata - powiedział, i zamówił "to co zwykle" u uśmiechniętej kelnerki.
     Starałam się robić wszystko, byle tylko go nie odstraszyć. Nawet gdy miałam swoje humorki, chłopak nie poddawał się, wręcz przeciwnie - jeszcze zapalczywiej starał się robić wszystko, bym była szczęśliwa.. Dzięki niemu powoli wracałam do siebie, wracała dawna Charlie. Czułam to.
     Nim poznałam Horana nie chciałam nic jeść. Kontrolowałam się tylko, by nie popaść w anoreksję. Jeszcze tego by mi brakowało. Widząc, jak chłopak, który był szczupłym, dobrze zbudowanym kolesiem, wsuwa takie ilości jedzenia, nim się obejrzałam, ścigałam się z nim, kto więcej zje. Uśmiech nawet na moment nie schodził z mojej twarzy.
     Najgorzej było w nocy, kiedy leżałam sama w łóżku, rzucając się z boku na bok. Koszmary nawiedzały mnie regularnie, spędzając sen z powiek. Modliłam się, by wreszcie to się skończyło.
     Przez to wszystko całkowicie zapomniałam o szkole. Przecież skończyłam ją w czerwcu, więc pasowałoby rozglądnąć się za jakąś pracą. Jednak ani fizycznie, ani psychicznie nie byłam na to gotowa.
      Dlaczego stroniłam od ludzi? Obcowanie z nimi równało się z masą pytań. Każdy chciał wiedzieć, jak to jest tak spadać, co się wtedy czuje. Miałam wtedy ochotę krzyknąć, żeby sami spróbowali, jednak za każdym razem górę brała zimna krew, której nigdy mi nie brakowało.

     Pierwszy dzień września. Lato dobiegało końca, więc wszyscy szukali pracy. Cat również. A ja, jako jej przyjaciółka, czułam się zobowiązana, by jej towarzyszyć.
     Po udanej rozmowie kwalifikacyjnej w jakiejś firmie kosmetycznej postanowiłyśmy zahaczyć o naszą ulubioną kafejkę "7 heaven". Zamówiłyśmy lody i dwie kawy, i zajęłyśmy nasz ulubiony stolik.
- Jak się trzymasz? - spytała Cat, bawiąc się serwetkami.
- Jak widzisz całkiem nieźle.
- Odkąd poznałaś Nialla, zmieniłaś się. Pozytywnie, rzecz jasna.
- Sama to zauważyłam, i cieszę się z tego. Przy nim czuję, że wszelkie troski gdzieś ulatują.
- O wilku mowa - szepnęła Cat, i już po chwili obok nas siedział Horan wraz z kolega.
- Cześć kruszynko - powiedział Niall, i obdarował mnie szerokim uśmiechem - to jest Nathan. Nathan, pracuje ze mną w sklepie muzycznym. To są Cat i Charlie - przedstawił kolegę.
- Miło mi was poznać - powiedział Nathan, zaciągając z wyraźnym, brytyjskim akcentem.
- Jakie na dziś plany? - spytał blondyn, zabierając się do moich lodów. Kątem oka dostrzegłam, że Cat znalazła wspólny język z siedzącym obok niej brunetem.
- Nie wiem, pewnie trochę sobie popłaczę - powiedziałam, i parsknęłam śmiechem - żartuję. Wpadniesz do mnie?
Nialler przełknął lody, i spojrzał na mnie.
- Pewnie. A wy, ptaszki, co będziecie robić?
Cat zarumieniła się, co zupełnie nie było w jej stylu.
- Nate zaprosił mnie na spacer, mam nadzieję, że nie będziecie źli - powiedziała cicho, a jej oczy wręcz świecił.
- Coś ty. Nie ma sprawy, bawcie się dobrze - powiedziałam, i pożegnawszy się z nimi, wyszłam wraz z Niallem na zewnątrz.
- Coś chyba iskrzy.. - powiedział blondyn, i zaśmiał się gardłowo.
- Należy jej się odrobina szczęścia po tym wszystkim, co przeze mnie przeszła. - powiedziałam.
Horan objął mnie, muskając lekko policzek.
- Pamiętaj, że nie możesz się obwiniać. Ona nie ma ci tego za złe - przypomniał mi, a ja uśmiechnęłam się do niego z wdzięcznością. - A tak poza tym, to jak jej poszło szukanie pracy?
- Całkiem świetnie. Szefowa tej firmy bardzo ją polubiła, więc jest duża szansa, że Caitlin dostanie posadę.
- To bardzo dobrze - Niall zamilkł na chwilę -a co z tobą?
- Cóż.. spadek rodziców jeszcze mi na trochę starczy, nie jestem w stanie znaleźć sobie czegokolwiek. Nie byłabym zdolna do pracy, jeszcze nie teraz - powiedziałam.
Rozmowa jakoś zeszła na inny temat, co było mi na rękę.

     Pewnego dnia przypadkiem usłyszałam, jak Niall śpiewa. Pomagał mi robić porządki w domu, i właśnie podśpiewywał Coldplay pod nosem.
- Hej, skrzacie, jaki ty masz cudowny głos. Dlaczego nie wybierzesz się do X-factora, albo czegoś podobnego?
Chłopak zareagował na moje słowa śmiechem.
- Zwariowałaś? Nie jestem na tyle dobry, by poddać się ocenie tych bestii, które tylko czyhają, by cię zmieszać z błotem - odparł, i odstawił na kominek fotografię moich rodziców.
Spojrzałam na niego wymownie, szykując się do dyskusji.
- Zaśpiewaj mi coś - poprosiłam.
Horan popatrzył na mnie, i westchnął.
If i'm louder, would you see me? Would you lay down in my arms and rescue me? 'Cuz we are, the same, you save me, but when you leave it's gone again.
     Słysząc jego wręcz anielski głos, o mało nie rozpłakałam się z wrażenia. Obiecałam mu, że już nigdy nie będę płakać. Zacisnęłam szczękę, i spojrzałam na niego.
- Sam to ułożyłeś?
- Tak.
- Jest piękne. Powinieneś iść tam, i pokazać, co potrafisz. To mogłaby być dla ciebie wielka szansa.
- Pomyślę o tym - zbył mnie, i powrócił do czyszczenia kolekcji figurek słoni mojej mamy.
     Z czasem jakoś tak zapomniałam o namawianiu go do sprawdzenia swojego głosu. Wydarzyło się wiele dobrego, co pozytywnie na mnie wpłynęło. Nathan i Cat stali się parą. Olly przyjechał na tydzień do Irlandii, i miałam okazję z nim pobyć. Już dawno tak dobrze się nie bawiłam.
     Pewnego dnia siedziałam u Nialla w sklepie "6 strings", w którym pracował na zmianę z Nathanem. Pomagałam mu układać nowe gitary, które przyszły z nową dostawą, kiedy usłyszeliśmy dzwonek, który wisiał przy drzwiach. Do sklepu wszedł chłopak, na oko był w naszym wieku. Co chwila potrząsał swoją burzą loków, przez co trudno było zidentyfikować jego twarz. Kiedy jednak zaprzestał owych czynności, mogłam wreszcie zobaczyć jego szeroki, uroczy uśmiech, którym mnie wprost oczarował.
- W czym mogę ci pomóc? - spytał Niall, odwzajemniając jego uśmiech.
- Chciałbym kupić mikrofon. Taki.. profesjonalny.
- Cóż, mamy ich kilka, to zależy do jakich celów go potrzebujesz, no i jaka ma być jego cena.
Loczek chwilę się zastanawiał, coś jakby liczył, i spojrzał w kierunku wystawy.
- Ten, który widziałem tam jest całkiem spoko - pokazał palcem na jeden ze stojących tam majków.
- Jest wprost idealny do "domowego" użytku, wiesz, amatorskie nagrywanie - odparł Horan, i po chwili przyniósł z zaplecza identyczny.
- Będzie wprost genialny - zapewnił brunet.
Moja ciekawska dusza wprost nie mogła wytrzymać, by nie spytać go, po co mu ten mikrofon.
- Jak mniemam, służy on do śpiewania.. - odparł chłopak, i parsknął śmiechem.
- Ty śpiewasz? Mógłbyś przedstawić próbkę swojego głosu? - spytałam, gdyż w mojej głowie zaświtał genialny pomysł.
Jak na zawołanie, loczek zaśpiewał fragment piosenki Wonder'a "Isn't she lovely?". Jego czysty, dźwięczny głos niósł się po całym sklepie. Wsłuchiwałam się w każdy ton z wielką fascynacją, chcąc więcej i więcej. Gdy chłopak skończył, aż klasnęłam w dłonie z zachwytu.
- Cudownie. Może moglibyście coś z Niallem stworzyć, hmm? - spytałam, na co obaj zareagowali dziwnymi spojrzeniami. - Bo widzisz... nieznajomy - zwróciłam się do chłopaka.
- Mów mi Harry - przedstawił się.
- A więc... Harry. To jest Niall, ja jestem Charlie. Tak się składa, że ten tu stojący blondyn całkiem nieźle gra na gitarze, a i głos ma niezgorszy. Mimo to za żadne skarby nie chce zgłosić się do X-Factora, żeby sprawdzić swoje umiejętności. A wiem, że o niczym innym tak bardzo nie marzy. Może ty sam mógłbyś mi pomóc go przekonać, co ty na to?
Harry przez chwilę milczał, a gdy się odezwał, w jego głosie słychać było zainteresowanie.
- Niech coś zaprezentuje, i wtedy się okaże - mruknął, przenosząc spojrzenie na Horana.
     W tamtej chwili Niall zawahał się, jednak wziął do rąk gitarę, i uderzył w struny. Słowa piosenki Coldplay także rozniosły się echem po pomieszczeniu, podobnie jak wcześniej piosenka Harry'ego. Zawsze, kiedy słuchałam gry mojego przyjaciela przez moje ciało przechodziły przyjemne dreszcze, a cały organizm zastygał w niemym zachwycie. Tak było i tym razem, tyle że ze zdwojoną siłą, bo Irlandczyk dołożył do tego jeszcze swój nieziemski głos, który co prawda potrzebował, by go wyszlifowano.
- Cóż, mnie się podobasz. Moglibyśmy razem popracować, przyjdź do mnie po pracy - powiedział Harry, i na kawałku papieru, o który mnie poprosił, naskrobał pochylonym pismem swój adres. Następnie zapłacił za mikrofon, i wyszedł, żegnając się.
     Stałam tak przez chwilę, i wpatrywałam się w drzwi, które już dawno zamknęły się za brunetem. Niedaleko mnie Nialler w osłupieniu przyglądał się karteczce, po czym jak gdyby nigdy nic wsunął ją do kieszeni.
- Czuję, że coś z tego będzie - powiedziałam, i uśmiechnęłam się szeroko, powracając do przerwanej czynności.
- Nie odpuścisz mi, prawda? - Niall spojrzał na mnie spode łba, uśmiechając się nieznacznie, na co odpowiedziałam energicznym, przeczącym kiwnięciem głowy.
     Oj, już ja się za niego wezmę, pomyślałam.

5 komentarzy:

  1. Wszystko jest bardzo fajnie. To jest ciekawe i rzeczywiście pierwszy raz widzę taką historię. Moim zdaniem mogłoby być jeszcze więcej dokładnych opisów, ale to tyle. Jest długie, nie trzeba się domyślać o co chodzi. A Nialler jak zwykle jest cudowny. :3 Teraz tylko czekać na rozwój wydarzeń, panno "mam epilog, ale pierwszego rozdziału ni chuja". :D Hahaha, powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam to, już na wstępie Ci oznajmiam. Przy początku to ja sama naprawdę się popłakałam. Może jestem zbyt uczuciowa, ale takie rzeczy mnie ruszają i to bardzo. Nie mam się do czego przyczepić, rozdział mi się podoba. Horan jest po prostu idealny, a Charlie też wydaje się być całkiem sympatyczna. Mam nadzieję, że i Cat będzie miała trochę swoich momentów, bo z tamtego opowiadania bardzo ją polubiłam. Wiem, że tutaj może być inna, ale mimo wszystko, chciałabym, aby było jej tu więcej. No i pomysł ze sklepem muzycznym, oraz opisywaniem tego, co było zanim stali się sławni - cudo. Czekam na dalsze rozdziały. <3

    + Wiem, że czytałaś mojego bloga, więc postanowiłam Ci to napisać. Będę go kontynuowała, jednak zaczęłam również drugie opowiadanie:
    http://xsummertimesadness.blogspot.com/
    Może Cię zaciekawi, dlatego serdecznie zapraszam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeej, genialne! Ja sama też się popłakałam, na serio i w tym nie ma nic dziwnego, ponieważ początek jest wzruszający. Ta jej historia.. biedna Charlie. A Nialler jest świetny i miło z jego strony, że tak jej pomaga. Niecierpliwie czekam na drugi rozdział, aby historia z chłopakami się rozwinęła! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie będę się za bardzo rozpisywał, bo w sumie nie ma o czym. Rozdział jest napisany bardzo dobrze, ale o tym wiesz, bo sama go pisałaś. Nie ma się do czego przyczepić. Błędów jakichś wielkich nie ma, czasami zdarzają Ci się powtórzenia, ale to mało ważne. Jest tutaj niewątpliwie więcej opisów uczuć niż w tamtym opowiadaniu, co jest plusem. Znamy historię Charlie, co pozwala nam zrozumieć jej sytuację, jak i zachowanie. Mało na razie wiemy o drugiej bohaterce, jednak sądzę, że potem będzie pojawiała się częściej. Postać Nathana sama w sobie jak na razie mnie nie zainteresowała, ale to pewnie dlatego, że pojawił się przelotnie. Jestem ciekawy co z tego wyjdzie, jak z tym zespołem będzie. Więc czekam na rozwinięcie sytuacji. Powodzenia. :>

    OdpowiedzUsuń